Wyzwanie dzień 2 – książka, którą przeczytałaś najwięcej razy

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Czasem czytam po raz wtóry znaną mi pozycję z poczuciem winy, bo czeka na mnie tyle innych ciekawych światów, a ja tu pakuję się w znane rejony. No trudno. Kiedy mam ochotę po raz setny zagłębić się w przygody Borejków z Jeżycjady to, mimo iż uwielbiam Pratchetta, jego nowy tytuł nie zrobi na mnie wrażenia. Nie ma po co się za niego zabierać. Jest sporo książek, które czytałam więcej niż raz. Mało tego, jestem gotowa znów po nie sięgnąć i wiem na pewno, że to zrobię. Ale ponieważ staram się być w tym wyzwaniu maksymalnie szczera, to muszę wyznać, że więcej niż trzy razy przeczytałam chyba tylko książki „posiłkowe”. Mam na myśli te, które współuczestniczą w tym niecnym i niemoralnym procederze jakim jest czytanie przy jedzeniu. Do posiłku wybieram książki lekkie, dobrze znane i interesujące. Absolutnie nie mogą wzbudzać gwałtownych emocji, bo w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić do wrzodów żołądka, lub oplucia towarzyszy sztućca jedzeniem przy niepohamowanym parskaniu śmiechem. W lżejszym przypadku zaś, jeżeli książki nie znam, a jest wciągająca, do irytującego upośledzenia koordynacji, czyli niemożności trafienia sztućcem do ust. Słowem, książka posiłkowa ma być miła i odprężająca. To nie znaczy, że przy pierwszym czytaniu też ma budzić takie wrażenie. Zaznaczam to, bo wybrana przeze mnie „Achaja” Ziemiańskiego na pewno nie zalicza się do tych, po których żeglujemy spokojnie jednym okiem drugim obserwując pykający na gazie obiad.

„Achaja” to fantastyczna opowieść wydana przez specjalizujące się w tych klimatach wydawnictwo „Fabryka Słów”. Rzecz dzieje się w innym świecie, niemal łudząco podobnym do naszego. Akcja umiejscowiona jest na przełomie dwóch epok tegoż świata, u schyłku antyku. Tytułowa bohaterka jest księżniczką państwa Troy prowadzącego wieczną wojnę podjazdową z drugą potęgą znanego im świata – Luan. W wyniku intryg swojej młodej macochy Achaja trafia do wojska, po czym wraz ze swym oddziałem na bitwę, z której nie ma prawa wrócić do domu. W ten sposób zostaje luańską niewolnicą pracującą przy budowie drogi. Jednak los księżniczki nie raz się odmienia i popycha ją w najróżniejsze miejsca i pozycje społeczne. Równolegle prowadzony jest wątek czarownika Mereditha, który stara się wypełniać wolę bogów co sprawia, że i dla niego wydarzenia przybierają nieoczekiwany obrót.

Wielką zaletą tej książki jest wartka akcja. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie i bohaterowie, dosłownie, znajdują się raz na wozie raz pod wozem. Przy takiej fabule nie sposób się znudzić. Ziemiańskiego charakteryzuje dosadny, czasem wręcz wulgarny język, który jednak zaskakująco dobrze koresponduje ze stworzonymi przez niego realiami. „Achaja” daje do myślenia odsłaniając makiawelistyczne podejście do władzy i polityki. Rzuca bohaterów w niejednoznaczne sytuacje, w których ciężko określić nie tyle co jest dobre, a co złe, ale co tak naprawdę jest w tym momencie właściwe, zaś definicje dobra i zła uparcie poddaje w wątpliwość sugerując, że zależą one od wymogów chwili. Sama Achaja sprawia wrażenie jakby nie panowała nad swoim życiem, ale płynęła w nieznanym kierunku gnana niezależnym od siebie prądem. Gdy tylko udaje jej się zapanować nad własnym przeznaczeniem świat natychmiast weryfikuje to mylne poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Mimo, że nie mogę nazwać tej książki optymistyczną, to jednak nie zaliczyłabym jej do literatury ciężkiej. Prawdopodobnie przez pełne humoru, przezabawne chwilami dialogi i zdystansowane podejście autora, które przekazał swoim bohaterom, dzięki czemu przeciwności losu przygniatają ich do ziemi, ale nie załamują. Oprócz tego styl Ziemiańskiego zachwycił mnie kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy, w wieku 15 lat. Teraz jednak, (po setnym przeczytaniu), widzę wyraźnie jego mankamenty takie jak na przykład zbytni patos. Nie przez cały czas, ale mam wrażenie jakby czasami sam autor dał się porwać wymyślonej przez siebie chwili, która poniosła jego słowa. Obiektywnie muszę przyznać, że kiedy czytam „Achaję” po raz sto pierwszy to jest to aż śmieszne. Ale przy pierwszym spotkaniu ten emocjonalny styl bardzo mi się podobał, ponieważ pozwalał mocniej wejść w akcję, zespalał czytelnika z bohaterami. Czy wynikało to z młodości czy tak po prostu jest przy pierwszym czytaniu tej książki – nie wiem. Cała, bardzo ciekawa moim zdaniem fabuła, osadzona w atmosferze fantasy, w dodatku w świecie, który tak wiele elementów dzieli z naszym bardzo zyskuje na wartości. 

Przeczytałam „Achaję” zdecydowanie więcej niż trzy razy. I przeczytam ją jeszcze nie raz. Za pierwszym razem książka mnie zachwyciła, teraz po prostu miło do niej wracać. Niedawno Fabryka Słów wypuściła kontynuację tej trylogii – kolejne trzy tomy zatytułowane „Pomnik cesarzowej Achai”. Kupiłam i przeczytałam pierwszy złakniona wyjaśnień i zakończenia niektórych smakowitych luźnych wątków. Odkryłam jednak, że to już nie to samo. Czy zawinił autor, który nie potrafił po takim czasie odtworzyć tamtej lekkości i zaciekawienia z jakim czytało się „Achaję”? A może to ja dorosłam i – choć czytam wciąż tę powieść przez sentyment – oczekuję czegoś więcej? A może po prostu kontynuacja, jak to często bywa, bez wyraźnego powodu nie dorasta do oryginału? Nie wiem. Prawda jest taka, że po tylu latach nie potrafię obiektywnie ocenić wartości literackiej jaką przedstawia sobą „Achaja”. Dla mnie pozostanie ona tą książką, którą pewna piętnastolatka czytała z wypiekami na twarzy i marsem na czole, a potem dorastając przewracała co jakiś czas wytrwale coraz bardziej pożółkłe i poplamione, ale też coraz bardziej kochane, znane na wylot kartki.

6 comments on “Wyzwanie dzień 2 – książka, którą przeczytałaś najwięcej razy
    • Czytałam u Ciebie, że uważasz go za najzabawniejszą książkę :) Przyznam, ze to mnie skusiło, żebym wpisała ją na swoją magiczną „listę” do przeczytania ;) Nie sądzę, żeby „Achaja” Ci się spodobała. Nawet ja po wielokrotnym przeczytaniu zaczęłam patrzeć na nią z przymrużeniem oka, bo wydaje mi się dość infantylna. Ale wciąż ją lubię ;)

  1. Uwielbiam książki i chyba jak każdy mam swoje ulubione do których wracałam nie raz, ostatnio będąc w ciazybo po porodzie nie mam tyle spokojnego czasu. Mam swoje 3 książki ulubione, 2 autorki Daniel Steel, „Duch” i ” Rytm serca” i jedną autorki Jude Deveraux ” Dziekie orchidee” – była to pierwsza książkach która pokochałam, w tle zagadki i nie wyjaśnione tajemnicze historie, zbiegi okoliczności :)

  2. Trafilam na Twego bloga przypadkiem, szukajac histori o herbacie. Do tej pory nie wiem czemu, bo nie trafilam na Twoim poprzednim blogu na takową, ale urzekl mnie styl w jakim piszesz, a teraz jeszcze ksiażki. Coś czym żyję, w czym się chowam, co mnie pociesza. Na dodatek to już druga pozycja, odnośnie której masz prawie te same przemyślenia. Prawie, bo ja np tego zbytniego patosu w Achai nie widzę, za to, to co mnie śmieszy w czytaniu po raz kolejny to spódniczki wojska Luan :-) Czasem ( co przy ntym czytaniu się zdarza) mam ochotę wyslać autora do lasu i niech poklęka raz za razem w czymś takim, niech się poprzedziera przez krzaki, nawet na koniu. Brrrr. Tu widzę po prostu mankament, że adresowal pozycję po prostuntylko do mężczyzn :-) Może nie spodziewal się nawet, że sięgną po to z zachwytem także kobiety.
    Za każdym ponownym czytaniem coś w tej książce odkrywam. No i bywa pocieszaczem, że ” Jeszcze tak nie bylo, żeby jakoś nie bylo”
    I w tym aspekcie np Achaja ma przewagę nad Panem Lodowego Ogrodu Grzędowicza. Którą tez uwielbiam, ale rzadziej powtarzam.
    Może dlatego, że częściej sięgam po takie, które niosą jakąś nadzieję, kiedy jestem w dolku. Właśnie kupilam sobie kolejną. To Malowany Człowiek Pitera Bretta. Polecam. Dużo ciekawych przemyśleń na podobne tematy jak w Achai. Najoierw przeczytalam go pożyczając z biblioteki. Na drugą część czekslsm ponad rok i przyznam, że to u mnie niezwykle. Normalnie nie zapamiętuję aż tak pozycji i dlatego kiedy wypożyczam staram się wziąc nanraz cykl albo go w ogóle nie ruszać. Malowanego czlowieka chwycilam nie wiedziawszy, że ma kontynuację. Myślalam, że zapomnę ale okazal się pozycją mocno wchodzącą w duszę.
    Pozdrawiam

Odpowiedz na „Cukrowa MyszAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×