Wyzwanie dzień 1 – najlepsza książka jaką przeczytałaś w zeszłym roku

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Musiałam nieźle nad tym pomyśleć, bo jednak w zeszłym roku przeczytałam wiele książek i na pewno nie wszystkie pamiętam. Ale tą, która utkwiła mi w pamięci – chyba właśnie dlatego, że była najlepsza – jest „Intruz” autorstwa Stephanie Meyer.

Jest to opowieść o inwazji kosmitów. Autorka podeszła do tematu w dość nowatorski sposób, (przynajmniej ja się z takim jego ujęciem jeszcze nie spotkałam). Najeźdźcami jest rasa inteligentnych pasożytów, które nazywają siebie „duszami”. Dusze tworzą społeczeństwo na wysokim stopniu rozwoju i moralnie doskonałe. Nie ma u nich zbrodni, zawiści, morderstw, kłamstw, nienawiści. Są kochające, gotowe do poświęceń, pełne współczucia. Już samo to w połączeniu z ich pasożytniczą naturą i przejmowaniem kolejnych światów tworzy bardzo ciekawy zestaw dający wiele do myślenia. Główną bohaterką – czy raczej dwiema w jednym ciele – jest dusza o imieniu Wagabunda oraz jej nosicielka Melanie, której świadomość nie znikła z czasem, ale zaczęła koegzystować z pasożytem. Melanie ma informacje gdzie ukrywa się duże skupisko ludzi stawiających opór najeźdźcom. Stara się je za wszelką cenę chronić przed Wagabundą mając na uwadze nie tylko dobro ogółu, ale też życie własnego młodszego braciszka i ukochanego, którzy się tam skryli. Po mniejszych i większych perypetiach spowodowanych różnicą charakterów, (oraz zrozumiałą wściekłością Melanie spowodowaną przejęciem jej ciała i równie zrozumiałą irytacją Wagabundy spowodowaną przeszkodami natury technicznej w jej nowym życiu), obie panny docierają ledwo żywe do ludzkiej chudoby, której przewodniczy wuj Melanie. Odnajdują tam jej brata i ukochanego. I zaczynają się schody. Większość ludzi jest za natychmiastowym zabiciem przybyłej kierowana pewnością, że świadomość nosicielki dawno już zginęła. Jednak kilka bystrzejszych osób podejrzewa, że są tam obie i postanawia poczekać obserwując bieg zdarzeń. W głowie dziewczyny też nie jest łatwo, bowiem silna osobowość Melanie nie pozostaje bez wpływu na wrażliwą Wagabundę, która nagle odkrywa, że ukochany dziewczyny nie jest jej obojętny. Nie potrafi jednak określić czy są to jej własne uczucia, czy też „pamięć ciała”. Oczywiście sentymentalna i uwielbiająca baśniowe konwencje Stephanie Meyer nie byłaby sobą gdyby nie skomplikowała sytuacji i nie wprowadziła do gry drugiego adoratora, który jawnie adoruje „Wandę” (takie imię nadali ludzie Wagabundzie) powodując zamęt w jej przepełnionej głowie. Pytanie jak to wszystko się skończy i która z dziewcząt jest w tym ciele intruzem pozostawiam bez odpowiedzi, bo może ktoś zechce sięgnąć po tę książkę.

„Intruz” zasłużył sobie na miano najlepszej przeczytanej w zeszłym roku książki dzięki kilku cechom. Przede wszystkim rzuca się w oczy świetny styl autorki. Ma po prostu lekkie pióro, bardzo przyjemnie się to czyta, a to jednak ważne. Najlepsza nawet fabuła opisana kiepskim, albo zbyt ciężkim stylem nie będzie poczytna. Spodobało mi się też świeże podejście do tematu. Obcy nie są typowo źli, nie pragną nam wyrządzić krzywdy, są wręcz przekonani, że dobrze robią. Dodatkowo inne światy przez nich skolonizowane nie opierają się na modelu „amerykańskim”, czyli takim, w którym na każdej planecie żyją ludzie, albo istoty humanoidalne. Różnorodność form porusza wyobraźnię. Niemniej ludzie są najbardziej złożonymi psychicznie istotami i dlatego przysparzają duszom sporo problemów poddając w wątpliwość ich „działalność kolonizacyjną”. Ważna była dla mnie złożoność bohaterów. Nie ma tam wyraźnego podziału na dobrych i złych, tych przeznaczonych do polubienia i tych, którzy są tak skonstruowani, żebyśmy ich od razu znienawidzili. To znamienne u tej autorki, że każdy bohater jest bardzo prawdziwy – postępuje raz dobrze, raz źle kierowany różnymi impulsami, egoizmem, zazdrością, miłością, szlachetnością. Każdy ma swoje racje i jesteśmy w stanie je zrozumieć nawet jeśli się z nimi nie do końca zgadzamy. Nienachalny wątek miłosny. Znacie ten typ? Czytacie książkę i wątek miłosny wręcz przytłacza całą resztę. Powstaje nienaturalne wrażenie, (kompletnie oderwane od prawdziwego życia), że wszystko co nas otacza i co się wokół nas dzieje stanowi tylko marne tło dla namiętności i gorących uczuć, które powinny nami targać od rana do wieczora od kiedy tylko do tego dorośniemy. U Stephanie Meyer jest inaczej. Wątek miłosny, (choć jakby nie patrzeć jest raczej wątkiem głównym), toczy się jakby z boku, nie góruje nad innymi przez co powieść jest życiowa i czytelnikowi łatwiej w nią „wejść”. Poza tym sprawia to bardziej realistyczne wrażenie i powoduje, że cała historia nie jest naiwna. Ale to czym autorka mnie absolutnie „kupiła” to fakt, że książka ta skłania do refleksji. Głównie nad istotą człowieczeństwa. Nad tym co to znaczy „być człowiekiem”. Jak nasza rasa prezentowałaby się w oczach innych. Nad tym co znaczy „moralny ład”, czy ideał moralności jest możliwy i czy dusze miały prawo robić to co robiły? Nic nie jest tutaj jednoznaczne i to jest największa zaleta tej książki. Po przeczytaniu „Intruza” ładne parę tygodni chodziłam i wciąż rozmyślałam nad różnymi niuansami tej powieści. Tej przedziwnej powieści, która poruszyła moją wyobraźnię, przy której śmiałam się do rozpuku czytając pewne fragmenty na głos rodzinie i przy której w głos szlochałam o drugiej nad ranem, bo nie byłam w stanie jej odłożyć.

Mieliście kiedyś przyjemność czytać książkę, po której zakończeniu nie mogliście sięgnąć po następną? Dla mnie „Intruz” był jedną z tych właśnie wyjątkowych pozycji, po których trzeba sobie dać trochę czasu na przetrawienie. Na odżałowanie, że to już koniec. Każdy zapalony czytelnik wie, że po takiej uczcie nie ma co brać następnej książki, bo i tak wyda nam się miałka i nijaka, choćby obiektywnie była fenomenalna. Kiedy skończyłam „Intruza” wiedziałam, że odstawienie go na półkę i sięgnięcie po coś innego byłoby barbarzyństwem. Musiałam najpierw należycie pożegnać wszystkich bohaterów, których Stephanie Meyer podstępnie wprowadziła do mojej głowy i ożywiła swoimi idealnie dobranymi słowami.

5 comments on “Wyzwanie dzień 1 – najlepsza książka jaką przeczytałaś w zeszłym roku
  1. Intruz jest rewelacyjny! Stoi u mnie na polce, bo to jedna z książek, ktore warto mieć. Chociaż przez to co spostrzeglaś – konieczność wyciszenia się po przeczytaniu ( chyba przez to ) – nie sięgnęlam po nią drugi raz.

Odpowiedz na „~tAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×