Co mi radzisz?

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Przyjaciółki – piękna sprawa. Przyjaciółki są po to, żeby pomóc, wysłuchać, doradzić, pośmiać się z nami, popłakać z nami i wspólnie z nami tworzyć nad naszym życiem „konsylium”, czyli wyrazić swoją opinię o każdej podejmowanej przez nas decyzji, a zwłaszcza tej, której same nie jesteśmy pewne. I super. Ale czasami, (a powiedziałabym, że wręcz nagminnie), przyjaciółki czują się już nawet nie w prawie, a w obowiązku pokierować naszymi decyzjami jak najlepiej. Zaczynają więc nas przekonywać do tego co one same by na naszym miejscu zrobiły. A my? Nie jesteśmy lepsze. Często tych rad słuchamy, bo uważamy, że ktoś z zewnątrz ma na nasze życie lepszy widok niż my same.

Moja przyjaciółka parę lat temu zerwała ze swoim chłopakiem. Uważałam, że słusznie, bo według mnie traktował ją z góry, pomiatał nią, wykorzystywał i tłamsił. Czuła się przy nim wiecznie sfrustrowana i wiecznie za wszystko winna. Pod koniec tego związku tych dobrych chwil było naprawdę niewiele. Nie byłam osamotniona w swoich poglądach, większość ich znajomych tak twierdziła, jeżeli nie wszyscy. Ale historia lubi się powtarzać, a historia złego twardziela i zakochanej w nim dziewczyny jest stara jak świat i lubi się powtarzać w szczególności. To schemat, z którego ciężko się wyrwać. Jak widać nawet po paru latach „odwyku”. Jak już zapewne większość z Was zgadła – wrócili do siebie. Ona była pełna optymizmu, że teraz już na zawsze, że on się zmienił, że będzie cudownie. Dwa tygodnie sielanki i on obraża się śmiertelnie dowiedziawszy się, że przez parę lat kiedy nie byli razem ona miała innego partnera seksualnego. Obrzuca ją błotem i przestaje się odzywać nie reagując na jej wielokrotne przeprosiny.

I co teraz?

Teraz Przyjaciółka dzwoni do mnie po radę. Chce wiedzieć co ma zrobić. Co ja bym zrobiła? Ograniczyłam się do poinformowania jej, że to co ja bym zrobiła na pewno nie pomoże naprawić jej związku. Albowiem ja – Cukrowa Mysz – z całej siły swoich małych mysich płucek ryknęłabym kolesiowi śmiechem w twarz, po czym napluła mu pod nogi i obróciwszy się z gracją na pięcie wyszła trzaskając drzwiami i nigdy więcej nie zwróciła na niego uwagi.

Ale wiem, że ona nie tego chce. Ona chce to naprawić. Chce do niego wrócić. Chce jego przebaczenia, akceptacji, miłości. Chce bezpieczeństwa z nim. Chce do niego pojechać i raz jeszcze przeprosić, porozmawiać, wyjaśnić.

I co teraz?

Co mam jej powiedzieć? Nie waham się. Jest tylko jedna rada, która przejdzie mi przez gardło: Jeśli naprawdę tego chcesz, to zrób to. 

Czy Cukrowa Mysz jest hipokrytką? Wszak przed chwilą dosłownie mówiła, że ona sama zrobiłaby zupełnie coś innego. Jak może tak bezwstydnie i na zimno pozwolić Przyjaciółce się pohańbić, poniżyć? Może. Bo sama też to kiedyś zrobiła i też zrobiła to w beznadziejnej sprawie. I do dziś płonie ze wstydu, że do tego dopuściła. Ale jednocześnie doskonale wie, że gdyby wtedy nie spróbowała to żałowałaby do końca życia. Do końca życia zastanawiałaby się co by się stało, jak mogłoby być. A tak rozdział zamknięty.

Moim zadaniem jako przyjaciółki mojej Przyjaciółki jest chronić ją przed wstydem i poniżeniem, więc kiedy się upije i będzie wymiotować na ulicy, zaprowadzę ją w krzaki i przytrzymam włosy.

Moim zadaniem jak przyjaciółki mojej Przyjaciółki jest chronić ją przed toksycznym partnerem, więc kiedy zobaczę, że on ją bije, albo znęca się nad nią psychicznie, że ją zdradza, oszukuje, okrada, zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby otworzyć jej oczy i wyrwać ją z tej relacji.

Moim zadaniem jako przyjaciółki mojej Przyjaciółki nie jest podejmować za nią decyzje, czy oczekiwać, że zrobi to co ja bym zrobiła na jej miejscu. Ona ma własne życie, własne pragnienia, własne granice, których nie pozwoli nikomu przekroczyć i niekoniecznie wszystkie one muszą się pokrywać z moimi. Ona ma prawo popełniać własne błędy. Ma prawo trwać w związku, który ja już dawno bym porzuciła, (a przynajmniej tak mi się wydaje, ale wiedzieć nie mogę na 100%, bo miłość zmienia spojrzenie na pewne sprawy). To, że nie uważam jej związku za udany nie znaczy, że dla niej on też taki jest. To, że nie uważam jej związku za udany nie znaczy, że ma ona natychmiast z niego zrezygnować, bo ja wiem lepiej. Nie wiem. Nie żyję w jej skórze. Nie czuję tego co ona. Mam zupełnie inną psychikę, inną osobowość. To co jest dobre dla mnie niekoniecznie będzie dobre i dla niej. Nie wolno mi patrzeć na nią z góry czy pogardzać nią tylko dlatego, że wydaje mi się, że powinna zrobić coś innego. Dlatego, że wydaje mi się, że coś innego by ją uszczęśliwiło.

Można dawać rady, ale trzeba pamiętać, że nachalnie powtarzana rada staje się rozkazem. A czy jesteśmy władni wydawać naszym bliskim rozkazy w kwestii ich życia? Czy jeżeli podążanie za naszymi „radami” ich unieszczęśliwi będziemy mieć wystarczającą władzę, żeby to odmienić, naprawić? Czy weźmiemy odpowiedzialność za ich szczęście? Nie? To może lepiej poprzestańmy na sporadycznych, dobrze przemyślanych radach.

A w innych przypadkach, kiedy Przyjaciółka ma inne pragnienia i cele niż my… wspierajmy. To najlepsze co możemy w takiej sytuacji zrobić.

4 comments on “Co mi radzisz?
  1. To akurat jest temat, który jakiś czas temu zajmował część mojego umysłu. Znaczną część. Dyskutowałyśmy z przyjaciółką o przyjaźni i okazało się, że mamy zupełnie inne oczekiwania i wyobrażenia. Ja uważam, że przyjaciel powinien uderzyć ręką w stół, kiedy należy i kopnąć mnie w tyłek, jeśli jest taka potrzeba. Oczywiście, że nie oczekuję, iż podejmie za mnie decyzję, ale na przykład przedyskutuje ze mną pewne sprawy, pokazując mi je z zupełnie innej strony, której być może nie dostrzegam. Poza tym w ogóle uświadomi mi, że muszę podjąć jakąś decyzję, bo czasem mogę tego nie zauważyć. Moja przyjaciółka natomiast twierdzi, że przyjaciel powinien zawsze głaskać po głowie. Nie doszłyśmy do konsensusu w tej sprawie. Sama ze sobą też jeszcze nie doszłam. Wciąż myślę.

    • Ja uważam, że kopnięcie w tyłek jest potrzebne w poważnych przypadkach, (typu przemoc fizyczna, czy psychiczna itp.). Co do lżejszych, np. opisanej tu mojej Przyjaciółki – przed ich zerwaniem właśnie bardzo ją do tego motywowałam, zerwała z nim, ale okazało się, że nie zamknęła tego rozdziału i tak. Ona też doskonale wie co ja myślę o jej związku, ale mówiąc jej to zaznaczyłam, że znając moją opinię powinna robić to co uważa za słuszne. Powiedziałam nie raz co o tym myślę i wystarczy. Jeśli mimo to chce się w to angażować to będę ją wspierać. Bo co innego mi zostaje? Obrazić się na nią za to, że nie myśli jak ja? :) Przy każdej rozmowie też nie będę powtarzała, żeby dała sobie z nim spokój, bo szybko się tym obie zmęczymy. Zostaje zaakceptować. I cieszyć się jak im wyjdzie, albo pocieszać ją jak się rozsypie. I tyle.

  2. I to jest właśnie to.. jak się powie, co by się zrobiło na miejscu tej osoby, to może się na nas obrazić – jeśli nie będzie to zgodne z jej myśleniem i zdaniem na ten temat. Z drugiej strony mamy kłamać?
    Chociaż jeszcze jedno mi przyszło do głowy.. to, co nam się wydaje złe, albo dziwne, dla kogoś może być normalne. Każdy jest inny, dlatego też każdy powinien podejmować ostateczne decyzje sam.

  3. Doradzanie przyjaciółką to ciężka sprawa. Wiadomo, chce się pomóc, ale według mnie lepiej niektóre komentarza pozostawić dla siebie, a przyjaciółki wspierać w ich decyzjach.
    Pozdrawiam

Odpowiedz na „~Pani S.Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×